Wednesday, 22 April 2015

Eliminacje do Przystanku Woodstock 2015, Fabryka Trzciny, Warszawa, 19/04/2015

19 Kwietnia w Warszawskiej Fabryce Trzciny odbyły się Eliminacje do Przystanku Woodstock 2015, największego festiwalu muzycznego w Polsce. Woodstock szczyci się nie tylko faktem, że istnieje już od 21 lat i jest darmową imprezą plenerową, a także poziomem występujących zespołów. Inicjatywa Jerzego Owsiaka, który osobiście zasiadywał w jury i oceniał kapele, cieszy się ogromnym powodzeniem, a fani muzyki zjeżdżają się z całej Europy - zagranie na Woodstocku to nie lada przywilej.
Od samego początku na scenie Przystanku Woodstock pojawiają się gwiazdy światowego formatu, w tym roku finaliści będą mieli okazję wystąpić z takimi legendami jak Zakk Wylde i jego formacja Black Label Society, szwajcarskimi mistrzami folk metalu Eluvietie oraz rodzimym surowym diamentem na scenie death metalowej znanym wszystkim jako Decapitated na dużej scenie. Muszę tutaj wspomnieć, iż będę godnie reprezentować KUma Prodżekt na tegorocznym Woodstocku, w koszulce Covan Wake The Fuck Up przez cały weekend (mam 4 koszulki, więc spokojnie - nie zamierzam aż tak ekstremalnie podejść do sprawy), więc jeśli macie ochotę stworzyć wspólne wspomnienia i zostać uwiecznieni w internetach na moim blogu - serdecznie zapraszam! 

Wracając jednak do Eliminacji, które były fantastycznym wydarzeniem samym w sobie. 
Wraz z Ulą, Panią Fotograf z KUma Prodżekt, wybrałyśmy się w niedzielne popołudnie, po obiadku u babci, wesprzeć polską scenę muzyczną i zobaczyć, co mają do zaprezentowania następujące zespoły: 
- Kaatakilla
- Dollz
- Rusty Cage
- Venflon
- Pull The Wire
- Carrion
- Skowyt
- Organek
Gwiazdą wieczoru poza konkursem była formacja Poparzeni Kawą Trzy.



Przy obecności setek gości, Kręcioła TV oraz Antyradia widać było, że presja była ogromna i wszyscy spodziewali się wysokiego poziomu oraz fantastycznej zabawy.

Pierwsza na scenie wystąpiła grupa Kaatakilla z Łodzi. W składzie występują między innymi były basista Huntera, Goliash, oraz Różala, były gitarzysta Soul That's Ill. Kaatakilla do tej pory dorobiła się dwóch płyt, kilku teledysków oraz występów przed takimi gwiazdami jak Coma i Hunter. Niestety nie zdążyłam na ich występ, miałam ich jednak okazję zobaczyć na żywo i zdziwił mnie fakt, iż nie przeszli dalej - zdecydowanie wolę ich granie od Organka (ale o wynikach za chwilę). W każdym razie napewno zagrali "Zostaw mi światło", mój ulubiony ich utwór. Tu możecie zobaczyć sobie fantastyczny teledysk. Klawiszowiec występuje na żywo w kostiumie z klipu - chociaż dla samego widoku warto więc zobaczyć, jak wygląda Kaatakilla w akcji. 



Następnie przyszła pora na grupę Dollz, która pochodzi z Wrocławia ale mieszka w Warszawie. Dollz to dziwna mieszanka alternatywnych brzmień. Wokalistka ma bardzo specyficzny głos oraz ruchy sceniczne, a w trakcie całego występu żaden z członków zespołu nie ruszył się z miejsca. Totalnie nie mój klimat, ale wśród widowni znaleźli się śpiewający fani. Muszę jednak przyznać, że wyszłam z ich występu bardziej zmęczona, niż po Satyriconie wczoraj (o tym w innym poście).





Jako trzeci wystąpił hard rockowy zespół Rusty Cage z Krakowa. Chwytliwe numery z dobrymi tekstami i po polsku i po angielsku, dobrze skonstruowane riffy i świetne wokale absolutnie porwały publikę. Gitarzysta grał solówki za plecami, wokalista wyciągał czysty falset a sekcja rytmiczna nie pomyliła się ani razu. Rusty Cage, w moim mniemaniu, mają potencjał i szanse osiągnąć komercyjny suckces - wyobrażam sobie ich muzykę na antenie Antyradia. 






Kolej przyszła na Venflon, moich faworytów. Warszawska kapela bazująca na ciężkich, metalowych brzmieniach wzbudziła spontaniczną reakcję publiczności. Muszę wspomnieć o czymś, co mnie urzekło - wokalista wskoczył na scenę w koszulce grupy Mastodon. Mastodon to amerykański progresywny metal, który porwał mnie od pierwszego usłyszenia. Z ogromnym uśmiechem na ustach włączyłam się w kocioł i stanęłam w pierwszym rzędzie ściany śmierci, którą pamiętam fizycznie do dziśiaj poprzez pięknego siniaka na ramieniu. Baza fanów bawiła się pod sceną i śpiewała refreny, wszyscy wokół machali głowami i przez 20 minut poczułam się, jakbym znowu miała 15 lat. Venflon złoił tak, że przeszedł do finałów we Wrocławiu, co oznacza wycieczkę dla KUma Prodżekt oraz więcej obrażeń. Nie mogę się doczekać!! 








Pull The Wire, punkowy kwartet z Żyrardowa, miał przed sobą ogromne wyzwanie po występach poprzednich dwóch kapel. Weszli na scenę, wokalista w niesamowitej marynarce z czasów PRL-u, i zaczęli miażdżyć. Ula nie mogła wyjść z podziwu i podrygiwała do chwytliwych, punkowych numerów. Fani Pull The Wire pojawili się w swojej pełnej, poagrafkowanej, oglanowanej, kolorowej okazałości (włączam w to ćwieki i irokezy) i rozkręcili imprezę śpiewając i tupiąc w kotle. Wokalista gdzieś w połowie cisnął marynarką w tłum. Wiem, że ją dostał spowrotem - widziałam go później w tymże kawałku odzienia. Po ostatnim utworze tłum dalej śpiewał, że "W taki dzień chcemy strzelać kapslami w niebo, wypijmy zdrowie tego co zabronił w plenerze pić!" (napisałam ten tekst z pamięci, swoją drogą, tak te cholery zostają w głowie), nie dając prowadzącemu imprezy dojść do słowa. 









Przez co Carrion ze swoimi nu-metalowymi, ciężko osadzonymi w elektronice brzmieniami nie miał niestety szans. Carrion wyglądał i brzmiał zupełnie inaczej, niż wszystkie kapele - odziani w białe koszulki z grafikami cyborgów (czy czegoś), workowatych spodniach i z klawiszowcem, który bardzo rzucał się w oczy, wizualnie nie przypadli mi do gustu. Chociaż pochwalić muszę gitary i bas - widać poziom, nic nie miałam tutaj do zarzucenia. Po prostu nie mój klimat, niestety. Fani jednak istnieją, gdyż nagle pojawili się pod sceną w koszulkach i świetnie się bawili. Poziomem nie odstawali od żadnego z zespołów i na scenie wyglądali profesjonalnie, gotowi i łoili ile wlazło. Dali z siebie wszystko i mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze ich kiedyś zobaczyć, chociażby żeby spróbować dać się do nich przekonać. 







Przyszła pora na Skowyt, chyba najbardziej oczekiwany zespół konkursowy wieczoru, z ogromną reprezentacją punków w ich koszulkach pod sceną i ścianą dźwięku porwali resztę publiczności do wspólnej zabawy. Byłam pod ogromnym wrażeniem, ich koncert porwał mnie energią i anty-podejściem do wszystkiego. Pojawiły się dawno zapomniane w polskim punku komentarze polityczne "Pokój chatom, wojna pałacom" będąca sloganem na koszulce wokalisty i motywem przewodnim ich występu. Ochrona musiała wkroczyć do akcji i, przy pomocy ekipy z Pokojowego Patrolu, trzymać barierki pod sceną w miejscu i radzić sobie z punkami przeskakującymi przez barierki, gdyż tłum zaczął je przestawiać coraz bliżej sceny. Zdecydowanie grupa z efektem "WOW", Skowyt zasłużenie awansował do finałów i będzie godnie reprezentował Warszawę we Wrocławiu. 







Ostatni w konkursie pojawił się Organek, formacja znana mi głównie z Antyradia i goszczenia w TurboTopie. Organek oczywiście zagrał niemalże idealny koncert, dopięty na ostatni guzik, i wyszedł z Eliminacji jako finalista. Utwory dobrane na 20-minutowy występ złapały publikę i wszyscy świetnie się bawili, śpiewając i klaszcząc pod sceną. Zasłużona wygrana i świetna zabawa - napewno chętnie zobaczę ich znowu na Finale. 







W oczekiwaniu na wyniki, wieczór umilił zespół Poparzeni Kawą Trzy, których występ fantastycznie zakończył imprezę. 







Jako, że nie zostałyśmy z Ulą do ogłoszenia wyników, w tramwaju w drodze do domu wytypowałam następujące zespoły: Skowyt i Pull The Wire. Bardzo chciałam, aby też przeszedł Venflon, dla którego zostawiłam specjalnie jedno miejsce w moich typach. Jak czwartą kapelę wytypowałam Rusty Cage lub Kaatakila, jednak wygrał Organek - także zasłużenie. Także trzy z czterech - całkiem, kurka wodna, nieźle! 

Ogólnie wieczór był świetnie zorganizowany i bawiłyśmy się przednio, zdecydowanie polecam takie imprezy! W Warszawie codziennie odbywają się imprezy i koncerty z darmowym wejściem, gdzie można zobaczyć coś zupełnie nowego i świetnie się przy tym bawić! 

Do zobaczenia na finałach!! 

No comments:

Post a Comment