Sunday, 29 March 2015

Open Scena Choppers Club 26 marca 2015

W ostatni czwartek, 27 marca 2015 na ulicy Radzymińskiej, Choppers Club rozpoczął cykl imprez o nazwie „Open Scena Choppers Club” występami zespołów Fuzle oraz Restless. Warzywko, jeden z założycieli baru, zapytany dlaczego to robi, powiedział tak: „Chcemy stworzyć miejsce, w którym warszawska scena alternatywna może się spotykać i dobrze bawić. Dlatego do stałych punktów programu (czyli piątkowych imprez karaoke i sobotnich koncertów – WM) dodajemy czwartkową Open Scenę. Wejście jest za darmo, są promocje na piwo i co tydzień grają dwie kapele w podobnym stylu. Akceptujemy wszystkie kapele, słuchamy ich materiału, grupujemy tak, żeby oba zespoły były brzmieniowo podobne i mamy do tej pory mnóstwo zgłoszeń”. Choppers Club jest motocyklową knajpą z tanim, nie chrzczonym piwem, pysznym jedzeniem, bilardem i niesamowitą atmosferą stworzoną przez patronacki klub - Sons Of North Valhalla oraz grono stałych bywalców z całej Warszawy i okolic.

W czwartek imprezę otworzyła grupa Fuzle, która swoim energicznym rockiem rozbujała nadal schodzącą się publiczność. Grali równo, z przytupem i dużą ilością uśmiechów. Pomimo braku wokalisty i zastępstwa w postaci basisty, Konrada, Fuzle dali czadu grając swoje oryginalne numery oraz kilka coverów pasujących do setlisty. Chętnie ich znowu zobaczę – ubawiłam się po pachy.
Po godzinnym secie Fuzli, nadeszła pora na Restless. Grupa ta zdecydowanie porywa energią i wszystkich widzów włącza do wspólnej zabawy. Po Van Halen, jest to prawdopodobnie najbardziej uśmiechnięty zespół wszechświata.
Muszę tu wspomnieć o ich Pani Manager, Magdzie, która jest prawdopodobnie najbardziej pozytywną osobą w szołbiznesie – jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję z nią współpracować, sami się przekonacie. Magda nakręciła całą knajpę, zapewniając tłum uśmiechniętych twarzy oczekujących występu. „Jeszcze nie słuchajcie”, powiedział publiczności Marco w trakcie rozgrzewki.

Poniżej znajdziecie „Standardowy Zestaw Pytań” – czyli ten sam wywiad z dwoma grupami.
Dlaczego, pytacie? No więc dlatego, że nie fair by było zadawać inną ilość pytań jednej z grup, albo o czymś zapomnieć, albo pomieszać co powiedział kto.
Więc po zabawach z motocyklem i gaśnicami (na załączonych obrazkach – fotografia jak zwykle w wykonaniu niezastąpionej Uli Łukianiuk – WM), przedstawiłam zespołom pytania. Oto rezultaty.



WarpMaiden: Super koncert. Prezentowaliście utwory własne oraz covery. W jaki sposób dobieracie materiał?

FUZLE: Podstawą są nasze własne numery, do których dorzucamy utwory "pożyczone". Staramy się jednak nie przesadzać z liczbą tych ostatnich. Co jakiś czas zmieniamy kolejność granych rzeczy lub odpuszczamy/dodajemy (niepotrzebne skreślić) wybrane kawałki, żeby nie popaść z rutynę. 

RESTLESS: Dziękujemy. Od początku gdy powstał zespół koncentrujemy się na własnej twórczości, covery dobieramy słuchając serca - tak samo zresztą jak komponując nowe numery. Te covery które dołączamy do listy koncertowej łączy jeden podstawowy składnik - poruszają nasze emocje a jednocześnie wkomponowują się w styl muzyki którą kochamy - czyli trochę dziś niemodny, ale dla nas najpiękniejszy classic rock, w którym jest miejsce na solidne gitarowe riffy, poruszający wokal, wywołujące ciary solówki i energię. Ta muzyka najpiękniej porusza na żywo i tak ją najbardziej lubimy wykonywać.

WarpMaiden: Historia zespołu - jak długo gracie, w jaki sposób zeszliście się jako kapela.

FUZLE: Teoretycznie jako Fuzle gramy prawie 8 lat, ale po drodze kilka razy zmienialiśmy skład i robiliśmy sobie dłuższe przerwy. Z pierwotnego zostały tylko dwie osoby. W tej chwili jest dobrze i stabilnie. I oby tak zostało. A jak to wszystko się zaczęło? Dobre pytanie...

RESTLESS: "Formalna " data to sierpień 2011. Aczkolwiek historia kapeli sięga tak naprawdę kwietnia 2010, kiedy wspólny kumpel Marco i Williego zorganizował u siebie w domu całonocny jam. Marco i Willie spotkali się tam pierwszy raz w życiu, a jako komentarz tego co było dalej niech świadczy fakt że ten jam okazał się naprawdę CAŁONOCNY a muzyka płynęła prosto z serc, bez planu i bez zbędnych dyskusji. Następny rok to regularne jamy Marco z Williem aż w pewnym momencie padło hasło, że to co się dzieje wręcz krzyczy o stworzenie regularnego zespołu. To co się działo, to były spotkania na których każdorazowo powstawały nowe pomysły, długo ciągnące się wymiany riffów, solówek i poczucie że jeśli muzyka może łączyć ludzi to właśnie TAK powinno to wyglądać :)

WarpMaiden: Najdumniejszy moment w historii zespołu?

FUZLE: Mamy nadzieję, że w końcu jakiś przyjdzie. Czekamy z utęsknieniem.

RESTLESS: Najdumniejszy jak dotąd moment to zdecydowanie występ na letnim festiwalu muzycznych na Litwie w sierpniu 2013. Po pierwsze to pierwsza pełna prezentacja tego nad czym pracowaliśmy, po drugie graliśmy dla ok 4 tysięcy zupełnie obcych językowo i mentalnie osób. A ten moment dumy eksplodował gdy po kilku pierwszych riffach utworu Restless tłum zafalował i poczuliśmy jak płynie energia z obu stron. Dla takich momentów warto wiele poświęcić. Jak również tłuc się wynajętym vanikiem przez bezdroża (acz piękne) bratniej Litwy ;)
Drugi moment dumy to nagranie pierwszej pełnej płyty w lecie 2014. To jak brzmi i co na niej jest jest dla nas nadal powodem do radości :)

WarpMaiden: Najgorsze doświadczenie do tej pory?

FUZLE: Każde zawieszenie działalności połączone z późniejszą reaktywacją w nowym składzie. To właściwie oznacza konieczność zaczynania wszystkiego od początku. Mocno zniechęcająca sprawa. Choć miewa i swoje dobre strony.  

RESTLESS: Najgorsze doświadczenie - to pewnie te wszystkie momenty po koncertach gdy wszystkie oklaski wybrzmią, radość buzuje w żyłach i wtedy oglądamy się na graty które KTOŚ musi teraz pozbierać, spakować, przewieźć i uporządkować. Na wszelki wypadek - jeśli mamy na sali chętnych do służenia pomocą jako techniczni to będą MORE THAN WELCOME :)

WarpMaiden: Kto pisze muzykę, kto teksty? Co jest siłą napędową zespołu?

FUZLE: No cóż, nic odkrywczego. W większości przypadków wygląda to tak, że ktoś przynosi riff, reszta kapeli dorzuca własne pomysły, ogrywamy całość, zmieniamy, ogrywamy - i tak do momentu aż wszyscy są (w miarę) zadowoleni. Towarzyszące temu negocjacje bywają długie i trudne. Czasem, w podlanym browarkiem (patrz: siła napędowa) przypływie weny, udaje nam się wpaść na coś podczas luźnego pogrywania. A teksty są... Jakie są. I tak nikt ich nie słucha.

RESTLESS: Lwia część repertuaru to kompozycje i teksty Williego, na nich tez oparta jest pierwsza płyta. Ale Restless to kapela gdzie na początku powiedzieliśmy sobie jedno - tu nigdy nie może być żadnego przymusu do niczego. Więc gramy to co wszyscy czują że nas napędza. W ostatnich miesiącach pracujemy nad nowymi numerami, gdzie pomysły przynoszą wszyscy po kolei, teksty pisze Kris i czujemy że rozwijamy się w najlepszym możliwym kierunku.
Co nas napędza? EMOCJE. to że muzyka jaką gramy powoduje żywsze bicie serca, że porywa ludzi do ruchu, daje energię, że daje NAM energię. Podsumowując. TO MUSI BYĆ MIŁOŚĆ.

WarpMaiden: Jak wasze osobiste doświadczenia wpływają na brzmienie kapeli?

FUZLE: Trudno powiedzieć, czy w ogóle wpływają. Raczej nie należymy do typu wrażliwców, którzy uzewnętrzniają się poprzez muzykę lub teksty. Na pewno różnimy się pod względem preferencji gatunkowych. Z połączenia bluesa, rocka, metalu i punka wychodzi coś co można określić naszym brzmieniem. Z czym to się je? Posłuchajcie i oceńcie sami. 

RESTLESS: To bardzo pojemne pytanie technicznie tak że każdy ma swoje ulubione gitary, piece, sposoby grania, artykulacji. To wszystko wypływa z tego kim jesteśmy, czego słuchamy, co nas porusza. W sensie lirycznym: nasze teksty nie są (niestety) o dupie Maryni. Piszemy o tym co czujemy, jak czujemy. Wierzymy w takie podejście. Musi być uczciwe wobec samych siebie i innych. Piszemy i opowiadamy o sobie i swoim widzeniu świata.

WarpMaiden: Jak często koncertujecie? Kiedy następna impreza, w której będziecie brać udział?

FUZLE: Pierwsza odpowiedź: zdecydowanie za rzadko. Miewamy okresowe wysypy terminów, po których następują nawet miesiące posuchy. Druga odpowiedź: się okaże... Życie.

RESTLESS: Wszyscy mamy drugie życie ;) tzn. cała ta logistyka codzienność,  gdzie trzeba zadbać o bliskich i zarobić na chleb i wyrzucić czasem śmieci do sąsiada ;)
Stąd koncentrujemy się na próbach ale po wydaniu płyty postanowiliśmy o wiele energiczniej zabrać za granie dla ludzi. Tu ogromna rola Magdy, która z furią wzięła nas w obroty i lista potencjalnych wydarzeń w tym roku nie mieści się już w jednym mailu ;) W każdym razie - naszym celem jest grać regularnie wszędzie tam gdzie znajdą się ludzie którym ta muzyka da radość :)

WarpMaiden: Co macie w planach na przyszłość?

FUZLE: Częściej grać. Rzucić palenie - przynajmniej niektórzy. Częściej grać. Aha, i częściej grać.

RESTLESS: W planach na przyszłość - druga płyta, jeszcze w tym roku :) i dużo greania na zywo ;)

WarpMaiden: Co myślicie o polskiej scenie alternatywnej? Jak ją sobie wyobrażacie za 20 lat? 

FUZLE: Jeżeli my też zaliczamy się do polskiej sceny alternatywnej, to myślimy o niej: jest najlepsza na świecie! Nie zginie! Za dwadzieścia lat po prostu się roztyje, posiwieje i/lub straci trochę włosów. A tak poważnie, oby jakaś była. Zróżnicowana gatunkowo, ale autentyczna, współpracująca i dająca odpór komercyjnej papce. 

RESTLESS: Scena to ludzie. Mam wrażenie że wbrew temu że w mainstreamie rock jest w tym kraju traktowany dość mizernie to prawda tej muzyki, tego sposobu komunikacji muzycznej nigdy nie umrze i widzimy coraz więcej kapel i to młodych które nawet nie chcąc (a czasem nie wiedząc) sięgają do źródeł. Bo nic tak nie grzeje serca jak odkręcony piec i walnięcie podwójną stopą :) w skrócie - będzie dobrze :)

WarpMaiden: Opisz muzykę swojej kapeli w 5 słowach. 

FUZLE: Perkusja, bas, dwie gitary, wokal i wszystko to co się z nich "wylewa".
RESTLESS: TYLKO PIĘĆ???WHY???? Energia, Emocje, Riffy, Prawda, Razem.

Warp Maiden: Pięć słów, ponieważ trzy to za mało a powyżej pięciu to za łatwo. Bardzo dziękuję za odpowiedzi na „Standardowy Zestaw Pytań”.














Kolejna impreza z cyklu „Open Scena” odbędzie się w czwartek, 2 kwietnia. Zagra zespół Green Manalishi Band, który gra bluesa.

Choppers Club i KUma Prodżekt zapraszają na koncert.
Apelujemy też do wszystkich kapel z okolicy Warszawy: jeśli chcecie się pokazać na Open Scenie Choppers Club, wyślijcie zgłoszenia na kumaprodzekt@gmail.com jeśli gracie rocka, bluesa, metal lub jakiekolwiek ich pochodne – niezależnie od doświadczenia. 

Thursday, 19 March 2015

KUma Prodżekt: Wywiad z zespołem Funky Tank



11 marca w warszawskim pubie Lolek wystąpił zespół Funky Tank, który właśnie wydał debiutancką płytę zatytułowaną „Funky Reggae Roll”. Po darmowym koncercie, w którym wziął także gościnny udział przyjaciel wokalisty i serce zespołu Oddział Zamknięty, Krzysztof „Jary” Jaryczewski publika opuściła lokal wytańczona i rozbawiona. Udało mi się zebrać przy jednym stoliku wokalistę - Zbyszka Bieniaka, gitarzystę – Piotra Trelę oraz basistę – Adama „Ławę” Ławrynowicza, co było z resztą nie lada wyzwaniem, w celu porozmawiania o muzyce.


Warp Maiden: Fantastyczny koncert, publika świetnie się bawiła. Prezentowaliście dziś utwory z Waszej debiutanckiej płyty. Na jakiej podstawie dobieraliście materiał do krążka?
Zbyszek Bieniak: Właściwie, to wydaliśmy nasze najstarsze utwory.
Piotr Trela: Chcieliśmy pokazać, czym się inspirujemy muzycznie i ruszyć do przodu.
Adam Ławrynowicz: Musieliśmy wypuścić starszy materiał, żeby móc zacząć pracować nad nowym.
ZB: Musieliśmy, na swój sposób, „pozbyć się staroci”.
WM: Publika świetnie się bawiła, aczkolwiek muszę przyznać – wiele osób spodziewało się o wiele cięższego brzmienia w Waszym wykonaniu. Skąd wziął się pomysł, aby mieszać tyle gatunków muzycznych?
ZB: Właściwie to zaczęliśmy od funku, Piotrek i Adam w tym siedzą. Nie chcieliśmy być kolejną kapelą punkową czy metalową – to już było! (Zbyszek uśmiecha się szeroko)
AŁ: Gramy to, co czujemy. Czasem czujemy się jak reggae, a czasem jak heavy metal, wszystko zależy od utworu.
PT: Wszyscy słuchamy przeróżnej muzyki i mamy mnóstwo inspiracji. Uwielbiamy eksperymentować.
WM: Słychać to w Waszej muzyce, a mieszanka stylowa o dziwo działa na Waszą korzyść…
PT: Chodzi o to, żeby każdy mógł w naszej muzyce znaleźć coś dla siebie.


WM: Macie kilka utworów o Warszawie, „A gdyby tak…”, Wasz zdecydowany „hicior”, grany był na życzenie publiki dwa razy. Skąd taka tematyka? Nie boicie się, że odepchniecie od siebie potencjalnych fanów?
ZB: Muniek Staszczyk (wokalista – T.Love. WM) jest z Częstochowy, a jeden z jego największych hitów jest o Warszawie.
: Tak naprawdę to oprócz tego nic mądrego o Warszawie nie ma!
PT: Właśnie! A poza tym to „A gdyby tak…” jest utworem lubianym w innych miastach.
ZB: Zgadza się. W Lublinie myślą, że jesteśmy z Lublina, a śpiewamy o Warszawie. „A gdyby tak…” jest na listach przebojów w kilku stacjach radiowych. Więc chyba ludziom nie przeszkadza tematyka.
WM: Aż tak jesteście zakochani w Warszawie?
PT: No pewnie. (uśmiecha się)
: Jak tego miasta nie kochać…
WM: Rozmawiając dalej o Waszych utworach, bardzo mnie ciekawi historia kota, o którym jest Wasz najcięższy chyba utwór – „Gdzie jest mój kot?”. Czy możecie rozwiać mgłę domysłów i powiedzieć mi, skąd ta treść? No i nie może uciec mojej uwadze, że zdecydowanie jest to hołd dla Black Sabbath i Led Zeppelin (dla niewiedzących lub wychowanych pod kamieniem – legendy heavy metalu i hard rocka z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, które ukształtowały kierunki muzyczne o cięższych brzmieniach. Black Sabbath nagrywa płyty i koncertuje do tej pory. WM). Czy mam rację?
PT: Przyniosłem do studia nowy efekt, podłączyłem go i zacząłem grać różne riffy.
AŁ: Jeden brzmiał naprawdę dziwnie i kazaliśmy mu grać w kółko. Był ciężki, ale bardzo nam się podobał.
ZB: Ja improwizowałem z wokalami, nie miałem żadnego tekstu. Właśnie przeczytałem „Ja, Ozzy” (autobiografię Johna „Ozzy” Osbourne’a, wokalisty wspomnianej wcześniej grupy Black Sabbath, artystę solowego oraz tatę z reality show „The Osbournes” na MTV. WM), riff Piotrka był bardzo ciężki a ja właśnie przechodziłem przez stratę ukochanego, najmilszego na świecie kota, który wystraszył się podczas pewnej letniej burzy. Piosenka jest o tymże kocie. Faktycznie, burza i ciężki riff są bardzo oparte na Black Sabbath, a część jest pełna polotu i wirtuozerii Led Zeppelin.
PT: Uwielbiamy obydwa zespoły i nie ma powodu, aby nie czerpać z nich inspiracji.
: I fajnie się go gra.


WM: Chciałam też zapytać o Waszą nazwę. Funky Tank? Jeśli przetłumaczyć nazwę dosłownie, to oznaczałaby ona „fikuśny” albo funkowy czołg…
: Albo zbiornik! (śmieje się)
WM: Tak jest, albo fikuśny czołg, albo fikuśny zbiornik… W każdym razie, nie wdając się w dysputę o słowotwórstwie, jest do dość ciekawa nazwa.
ZB: (śmieje się) Zgadza się. Zespół zaczął od grania muzyki typu funk, o czym już mówiliśmy, więc dlatego „funky”. Tank może być i zbiornikiem, i czołgiem. Tu chodzi o energię. Jesteśmy maszyną, która daje z siebie absolutnie wszystko.
WM: Z których momentów kariery jako skład Funky Tank jesteście najbardziej dumni?
: Przybycie świeżego bębniarza zdecydowanie dodało nam skrzydeł. (Marcin Orzechowski. KM)
PT: Pojechaliśmy na pierwszy występ w nowym składzie na Unique Rock Festival w Morągu.
ZB: Wygraliśmy konkurs i wygraliśmy sesję nagraniową w studio! Czad! Nigdy się tego nie spodziewaliśmy.
PT: To było szaleństwo, nagraliśmy dwanaście utworów w cztery dni!
ZB: Siadło mi gardło ale i tak wszystko zaśpiewałem.
: Fakt jest taki, że bardzo długo graliśmy te wszystkie numery, więc były wyćwiczone. Black Sabbath nagrali pierwszy album w jeden dzień. Cztery dni to w porównaniu luksus.
PT: Bardzo szybko nagrałem gitary, świetnie mi się pracowało.
ZB: Tak, było super. Drugim niesamowitym momentem były otwarte próby pod Warszawą. Przez trzy dni ludzie wchodzili i wychodzili, graliśmy muzykę, był grill… Wokół fani i przyjaciele Funky Tank, mnóstwo artystów. Coś fantastycznego, musimy to powtórzyć.


WM: Więc co macie zaplanowane na przyszłość?
ZB: Po pierwsze, gramy koncert 30 kwietnia 2015r w Centrum Promocji Kultury – Praga Południe. Mamy też w planach inne koncerty. Musimy też popracować nad nowym materiałem. W dzisiejszych czasach wcale nie jest łatwo być w kapeli – to bardzo ciężka, nieustanna wręcz praca!
WM: Gdzie więc widzicie polską muzykę rockową za dwadzieścia lat?
: Dobre pytanie. Zdecydowanie potrzebujemy polskich, niezależnych, wytwórni płytowych, których jest zdecydowanie za mało! Jest o wiele więcej dobrych zespołów niż firm, które mogą je wydać.
ZB: A ja myślę, że ludzie będą wydawać wszystko własnym nakładem. Już teraz ludzie robią elektronikę i black metal z zaciszy swoich sypialni. Dlaczego miałoby się to zmienić? Po prostu nie będzie płyt CD, chyba że kolekcjoner sam sobie takową kupi na koncercie albo w sklepie internetowym zespołu.
PT: A ja myślę, że nie dożyję, więc nigdzie nie widzę polskiej sceny rockowej za dwadzieścia lat! (żartuje i śmieje się)
WM: Pięknie dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów. Do zobaczenia.

Funky Tank: Dzięki, trzymaj się!

Więcej o zespole Funky Tank znajdziecie na fejsbuniu.
Fotografia: Ula Łukianiuk

Thursday, 12 March 2015

R.I.P. Sir Terry Pratchett

Sir Terry Pratchett


With heavy heart and eyes full of tears, I am about to say farewell to one of the most remarkable writers of our age, a childhood friend and a personal hero of mine, Sir Terry Pratchett.
Since the age of fourteen, he has been a part of my life.
It all started by accident, when I had finished reading a book and borrowed ‘Guards! Guards!’ from my friend. I opened it on the long bus ride home and, from the first sentence, I was hooked.
‘This is where the dragons went.’
Within forty-five minutes I got introduced to a magical, incredible, whimsical multiverse in which the Discworld travels through space on the backs of four giant elephants standing on the shell of the enormous space turtle. My mind was blown. What kind of a genius came up with all this?!
In addition to this whacky world full of humans, wizards, witches (witches and wizards are treated as breeds, or races, separate from your average humans), elves, dwarves, trolls, orcs, goblins, fairies and a very real Death, who walks around in a black cape, with a scythe. He does not use a skeletal horses, though, as he finds them impractical. He also keeps his sword and scythe in an umbrella stand in this house.
The Discworld is a world, where an Arnold Shwarzenegger lookalike believes is a dwarf, despite being 2 meters tall.
Where a man can tell where he is in the main city, Ankh – Morpork, just by the feel of his shoes on the streets.
Where vampires, werewolves, zombies, tooth fairies and a one of a kind race of Igors can be upstanding citizens such as humanists, police officers, lawyers, franchise owners and forensic experts.
Where female dwarves can wear make – up, braid their beards with pretty ribbons and wear armoured skirts.
Up to date, an amazing number of forty Books have been released as a part of the Discworld series. I am a proud owner of thirty nine of them.
Additionally, he had written another eighteen books, some of them as collaborative works, such as ‘Good Omens’ with Neil Gaiman – a book about the Apocalypse which is one of the funniest things I’ve ever read.
Pratchett’s Discworld also spawned twenty additional books related to the original series, such as ‘Where’s my cow?’ – a book about reading a book and a very frequent visitor in my classroom. As an English teacher, I use Pratchett’s books as material for my students. Everybody loves them, from four year old boys to sixty year old board directors.
There have been several live action films, animations and computer games on top of all that.
The works of Sir Terry have encouraged me to write my own stories and expanded my mind. He taught me about the good and the evil people can do. He taught me about courage, honesty and the lack of it. He showed me that death is as natural as life. He helped me picture religion as a concept. When death comes, we can choose where we go when we die. And the Gods! The Gods, in Pratchett’s Discworld, are real beings, having a real residence and having real games with human lives.
Needless to say, Sir Terry Pratchett was, is and always will be one of my favourite authors.
There will never be the likes of him again.
May he rest in peace.




Z ciężkim sercem i oczami pełnymi łez, muszę pożegnać się dzisiaj z jednym z najznakomitszych pisarzy naszych czasów, przyjacielem z dzieciństwa i osobistym bohaterem, Sir Terrym Pratchettem.
Odkąd miałam czternaście lat, był on częścią mojego życia.
Wszystko zaczęło się przypadkowo, kiedy skończyłam czytać swoją książkę i pożyczyłam od przyjaciółki ‘Straż! Straż!’. Otworzyłam ją podczas długiej podróży autobusem do domu i, od pierwszego zdania, byłam wciągnięta.
‘Tu właśnie odeszły smoki.’
W ciągu czterdziestu pięciu minut zostałam przedstawiona magicznemu, niesamowitemu, bajkowemu wszechświatowi, przez który podróżuje na grzbietach czterech ogromnych słoni stojących na skorupie gigantycznego kosmicznego żółwia Świat Dysku. Mój mózg eksplodował. Co za geniusz to wymyślił?!
Dodatkowo, ten pokręcony świat jest pełen ludzi, czarodziejów i wiedźm (czarodzieje i wiedźmy są gatunkami bądź rasami odmiennymi od zwyczajnego szaraczka), elfów, krasnoludów, trolli, orków, goblinów, wróżek i bardzo prawdziwego Śmierci, który sobie chodzi w czarnej pelerynie, z kosą. Śmierć nie używa kościanych koni, ponieważ uważa je za niepraktyczne. Trzyma także kosę i miecz w stojaku na parasole w swoim domu.
Świat Dysku to świat, w którym sobowtór Arnolda Shwarzeneggera uważa się za krasnoluda pomimo ponad dwóch metrów wzrostu.
Gdzie człowiek jest w stanie orzec gdzie się znajduje w głównym mieście, Ankh – Morpork, przez podeszwy butów.
Gdzie wampiry, wilkołaki, zombie, wróżki – zębuszki i wyjątkowa rasa Igorów mogą być praworządnymi obywatelami, na przykład humanistami, oficerami policji, prawnikami, właścicielami fracyz i ekspertami kryminalistycznymi.
Gdzie kobiety – krasnoludy mogą nosić makijaż, zaplatać w brody kolorowe wstążki i nosić opancerzone spódnice.
Do dzisiaj wydano czterdzieści książek z serii Świata Dysku, a ja jestem dumną właścicielką trzydziestu dziewięciu z nich.
Dodatkowo, Pratchett napisał osiemnaście książek poza serią, część napisana była wspólnie z innymi autorami. Na przykład ‘Dobre Omeny’ wraz z Neilem Gaimanem – książka o Apokalipsie, jedna z najśmieszniejszych rzeczy, jakie w życiu przeczytałam.
Świat Dysku Pratchetta wykluł także dwadzieścia dodatkowych książek powiązanych z główną serią, jak ‘Gdzie jest moja krowa?’ – książka o czytaniu książki, która często gości w mojej klasie. Jako nauczycielka angielskiego, często używam Pratchetta jako materiał dydaktyczny dla moich uczniów. Wszyscy go uwielbiają – od czterolatków po sześćdziesięciopięcioletnich dyrektorów.
Było także kilka filmów, animacji i gier komputerowych na domiar wszystkiego.
Prace Terrego Pratchetta zachęciły mnie do pisania własnych opowiadań I poszerzyły moje horyzonty. Nauczył mnie on o dobrze i źle, którego dopuszczają się ludzie. Nauczył mnie o odwadze, uczciwości i jej braku. Pokazał mi, że śmierć jest tak naturalna, jak życie. Pomógł mi zrozumieć religię jako koncept. Kiedy śmierć przychodzi, sami wybieramy dokąd pójdziemy po jej nadejściu. I Bogowie! Bogowie są prawdziwymi istotami w Świecie Dysku, mają prawdziwą siedzibę i grają w prawdziwe gry ludzkimi losami.
Nie muszę mówić, że Terry Pratchett był, jest i będzie jednym z moich ulubionych pisarzy.
Świat takich jak on już nie uświadczy.
Niech spoczywa w pokoju.

Monday, 9 March 2015

Telepizza T-rex

Pizza box art in Poland?/ Sztuka na pudełkach od pizzy w Polsce?


(EN) As a social experiment, and wanting to make my friend a little less miserable, I've decided to add a silly request in the comments box. I'd seen it on some American website and cried with laughter.
So, in order to make him happy, I ordered a pizza and asked them to draw a dinosaur, preferably a t-rex, on the box lid, if it weren't too much of a hassle and made them happy, too.
When the food arrived, I looked at the boxes in disappointment. I opened the first box - no dinosaur.
Resigned, I opened the second one and et voila! THERE'S THE F***ING T-REX ON THE INSIDE OF THE BOX!!! AND IT SAID 'ENJOY' IN PRETTY LETTERING, TOO!!!
Needless to say, I nearly cried with happiness and my friend definitely had his spirit lifted.
Faith in humanity: +200%
Here you can see the art.





(PL) Jako mały socjalny experyment i chcąc sprawić, że mój przyjaciel będzie mniej nadąsany, zdecydowałam dodać głupią prośbę w komentarzach. Widziałam to na jakiejś amerykańskiej stronie internetowej i płakałam ze śmiechu.
Więc, aby go uszczęśliwić, zamówiłam pizzę i poprosiłam, aby narysowali dinozaura, najchętniej t-rexa, na wieku pudełka, jeśli nie zakłóci to pracy lokalu i poprawi ludziom nastrój.
Kiedy jedzenie dotarło, z rozczarowaniem popatrzyłam na pudełka. Otworzyłam pierwsze - nie było dinozaura.
Zrezygnowana, otworzyłam drugie pudełko i voila! NA WEWNĘTRZNEJ STRONIE WIEKA JEST PIER****** T-REX!!! I NAPISANE JEST 'SMACZNEGO' ŁADNYMI LITERKAMI!!!
Muszę przyznać, prawie popłakałam się ze szczęścia a morale mojego przyjaciela zdecydowanie się podniosło.
Wiara w ludzkość: +200%
Powyżej sztuka.

Keep on rotting,
Kali \m/

Friday, 6 March 2015

The big idea / Wielki pomysł

I have an idea! 

Mam pomysła! 

I shall make something creative. 

Stworzę coś kreatywnego. 

(EN) There is a distinct lack of cool interviews and reviews on the Internet. People either over-react, distract or bore me to death. 

(PL) W internetach zdecydowanie brakuje fajnych wywiadów i recenzji. Ludzie albo reagują zbyt intensywnie, przeszkadzają mi w śledzeniu treści albo nudzą mnie na śmierć.

(EN) So I have taken upon myself to do something about it. 

(PL) Więc postanowiłam coś z tym zrobić. 

(EN) Stay tuned, the first video interview will be available by the end of next week. 

(PL) Śledźcie stronę, pierwszy wideo-wywiad pojawi się pod koniec przyszłego tygodnia.

(EN) In the meantime, I am writing my new album (again) from scratch (again), as my computer has been stolen. 

(PL) W międzyczasie piszę nowy album (znowu) od początku (znowu), gdyż ukradziono mi komputer.

(EN) I have also helped collect nearly 3000 PLN in a week to help Adrian 'Covan' Kowanek. 
If you'd like to donate, you can get all the details here:

(PL) Pomogłam także zebrać w tydzień prawie 3000 złotych w ramach akcji pomocy dla Adriana 'Covana' Kowanka.
Jeśli chcecie pomóc, detale znajdziecie tutaj:
Covan WAKE THE FUCK UP

(EN) My friends from Kraków (Cracow to you, English speakers) sent me money boxes to which we've collected over 2000 PLN

(PL) Moi przyjaciele z Krakowa wysłali mi puszki, do których zebraliśmy ponad 2000 złotych.

(EN) My friends and family had a lot of fun doing this! Ula, for example, put on her Conchita face and donated two hand - made necklaces for my auctions (those brought in another 400PLN)

(PL) Moi przyjaciele i rodzina świetnie się bawili, wrzucając do puszek! Ula, na przykład, założyła twarz Conchity oraz podarowała dwa naszyjniki na moje aukcje (z nich zebrałam prawie 400 złotych)

(EN) My favourite pub, Choppers Club in Warsaw, allowed me to organize a collection on a Friday during the karaoke night, where I basically threatened some of the patrons into donating, and it worked! In the end, I've postes 1kg and 26g of money back to Kraków.

(PL) Moja ulubiona knajpa, Choppers Club w Warszawie, zezwoliła na zbiórkę w jeden z piątków podczas karaoke, gdzie praktycznie zastraszyłam niektórych bywalców do wrzucenia do puszek, i to zadziałało! Wysłałam do Krakowa 1kg i 26g pieniędzy na koniec akcji.
(EN) After issues with the post (I think it's a worldwide problem - the post usually takes much longer, than offered on their website...), my tins have arrived and the Covan Wake The Fuck Up team had to count it all. They've had a lot of fun doing it and Adrian watched.

(PL) Po problemach z pocztą (myślę, że to globalny problem - poczta na ogół dostarcza paczki później, niż napisali na ich stronach internetowych), moje puszki dotarły do drużyny Covan Wake The Fuck Up, która musiała to wszystko policzyć. Mieli mnóstwo frajdy a Adrian był obecny przy liczeniu.

(EN) Even the media got interested, bands such as Morbid Angel, Behemoth and of course Decapitated have helped on their Facebook and Twitter pages. The charity gig even made it to the Polish Guitar Player Magazine.
I must say, it was one of the most rewarding experiences in my life!

(PL) Nawet media zainteresowały się sprawą, a kapele takie jak Morbid Angel, Behemoth i oczywiście Decapitated pomogły przez ich konta na Facebooku i Twitterze. Koncert dobroczynny w krakowskiej Fabryce trafił nawet do Magazynu Gitarzysta.
Muszę przyznać, to był jeden z najbardziej konstruktywnych tygodni mojego życia!


Keep on rotting,
Warp Maiden